Wyświetlam 1 - 20 z 38 notek

Dieta 3D chili

  • Napisane 5 stycznia 2014 o 11:37

Trudno jest wytrwać na diecie, kiedy nie ma się konkretnego planu, za to ograniczeń aż nadto.

Postanowiłam przetestować dietę 3D chili opartą przede wszystkim na jedzeniu posiłków z trzema grupami przypraw: czerwonymi, żółtymi i zielonymi.

Przyprawy czerwone to chilli, pieprz czarny, papryka słodka, papryka ostra, pepperoni, curry. Działają one agresywnie na tkankę tłuszczową, przyspieszają metabolizm i spalanie tłuszczu.

Przyprawy żółte to imbir, cynamon i kardamon. Działają stymulująco na pracę przewodu pokarmowego. Ułatwiają trawienie, poprawiają krążenie oraz hamują apetyt.

Przyprawy zielone to bazylia, oregano, czosnek, szałwia, tymianek i mięta. Działają stabilizująco i łagodząco na żołądek, stymulują trawienie pokarmu, wspomagają pracę jelit i regulują pracę żołądka.

Dziś jest mój drugi dzień na tej diecie, trzymajcie kciuki :)

Postanowienia

  • Napisane 27 września 2013 o 10:30

Przeprowadzka pełną parą :-)

Dziś ostateczne pakowanie, jutro wyjeżdżam. Jak już się ogarnę to zapraszam wszystkich na parapetówkę do mojej nowej kwatery pod mostem grunwaldzkim :-P

A teraz już całkiem na poważnie….

Przemyśleliście sobie to, co ostatnio napisałam o fast foodach? Zatem czas zrobić sobie postanowienie i wytrwać w nim jak najdłużej, a najlepiej już na zawsze. Dla mnie przeprowadzka jest dobrym momentem do kilku postanowień. Zawsze jest to taki swego rodzaju „przełomowy moment”, więc chętnie ten fakt wykorzystam.

Moje postanowienia (podobne spisanych postanowień łatwiej przestrzegać):

1. NIE JEŚĆ FAST FOODÓW

2. PIĆ CODZIENNIE DUŻO WODY

3. WSTAWAĆ CODZIENNIE O 7 RANO

4. DBAĆ O ZDROWĄ DIETĘ

5. RUCH, RUCH I JESZCZE RAZ RUCH

 

A Wy? Może też korzystając z okazji zrobicie sobie jakieś postanowienia lub przyłączycie się do moich? Zachęcam, wyjdzie nam na zdrowie! :-D

Jedzenie czy posiłek? Czyli o diametralnych zmianach w moim życiu

  • Napisane 25 września 2013 o 16:49

Duży hamburger z podwójnym mięsem, nafaszerowany chemią po brzegi, ociekający tłuszczem…

Powiększona porcja nieśmiertelnych frytek z kilogramem soli i warstwą tłustego sera a do tego wielki kubeł coli, która nigdy się nie kończy, bo przecież zawsze jest „dolewka”.

Wielgaśny kebab w cieście z mnóstwem mięsnych kawałków niewiadomego pochodzenia, ostry sos wyżerający nasz żołądek od środka i to wszystko zakrapiane litrami pepsi light (bo „to przecież nie tuczy”)…

Na szczęście ten temat mnie już nie dotyczy.

Dlaczego?

Kwestia stanowczości. Decyzja rezygnacji z fast foodów nie należy do tych łatwych. Jak ją podjąć? Poznać wszystkie wady „wroga”.

Kalorie to nie wszystko, moi drodzy. Co z tego, że cola zero rzeczywiście ma 0 kalorii, skoro zawiera mnóstwo świństwa, od którego zadki nam rosną w zastraszającym tempie? Te wszystkie chemikalia rujnują nasze zdrowie, a organizm ze zrujnowanym zdrowiem nie poradzi sobie ani z trawieniem, ani z wydalaniem, ani ze spalaniem tkanki tłuszczowej, ani nawet nie zadba o naszą cerę i włosy. Bo organizm pełen śmieci w postaci toksyn jak najbardziej ma prawo być już tym wszystkim zmęczony.

Co z tego, że zjedliście 4 cheeseburgery na śniadanie, a potem do wieczora nic nie jedliście? Może i zmieściliście się w tych 2000 kalorii, czyli w limicie. Ale liczenie kalorii to nie wszystko.

Zdajmy sobie wreszcie sprawę z tego, jaką krzywdę wyrządzają nam fast foody.

Wolimy dostarczać organizmowi śmieci, czy witaminy i minerały?

Czas by zrozumieć jaką krzywdę wyrządzamy całemu organizmowi, zaspokajając jedynie kubki smakowe.

Czas by zrozumieć w czym tkwi różnica pomiędzy jedzeniem a posiłkiem.

Czas by podjąć radykalne kroki.

Czas by zacząć żyć zdrowo.

Czas by zadbać o nasze samopoczucie, naszą energię, nasz wygląd.

Czas by schudnąć!

Pobawmy się w dietetyków

  • Napisane 23 września 2013 o 15:20

Wiecie co? Czytam sobie i czytam ciągle o tych wszystkich dietach, przeglądam różne przepisy, porównuję to wszystko… I coraz częściej trafiam na strony, na których można sobie „kupić dietę”. My wydajemy kasę a oni wysyłają nam jadłospis opracowany tylko raz, taki sam dla wszystkich. A co jeśli wybrane danie nam nie odpowiada? Może nie smakuje? Może jesteśmy uczuleni na któryś składnik tego menu? A może nie mamy pojęcia gdzie kupić składniki potrzebne do przyrządzenia potrawy? I co, jeszcze mamy za to płacić??? NIGDY.

Dlatego postanowiłam, że na bazie materiałów, które już zdobyłam, sama przygotuję sobie dietę i zawrę w niej wszystko co zdrowe, pyszne według mojego uznania, szybkie do przyrządzenia oraz dostępne i relatywnie tanie (studencka kieszeń).

Chcecie przejść na moją dietę? Ja zaczynam 7 października. Wcześniej muszę się spakować, wyjechać, rozpakować, zaklimatyzować, zrobić potrzebne zakupy (waga łazienkowa, centymetr i waga kuchenna) – bez których na diecie ani rusz.

A potem już ruszam z dietą. I to wcale nie jest tak, że odkładam ją na później. Przecież ja cały czas na niej jestem :-) Różnica polega na tym, że wkrótce przejdę na konkretny jadłospis, zacznę mierzyć i ważyć regularnie (co tydzień) swoje ciało oraz liczyć przyjmowane kalorie. To bardzo motywuje, strzeże przed podjadaniem i pomaga dostrzec nam nasze błędy, dzięki czemu możemy je stopniowo eliminować.

A ponieważ pewnie niektóre z Was są tutaj pierwszy raz (stałych bywalców pozdrawiam i dziękuję!), zachęcam do przeczytania innych moich postów. W tych starszych zawarłam wiedzę i motywujące wskazówki.

Już wkrótce pojawi się artykuł o podstawach mojej autorskiej diety :-D Chcecie przejść na nią razem ze mną? Przepisy mogę zamieszczać na blogu, jeśli chcecie. Z dokładną listą zakupów na każdy dzień oraz liczbą kalorii. Do tego kilka faktów na temat składników – co nam dadzą, poza tym że są zdrowe i niskokaloryczne.

Czekam na odzew z Waszej strony i polecam wszystkich walczących o piękną, smukłą sylwetkę. :-)

PS. U mnie już -6kg od maja!

Kto jest silniejszy, ja czy czekolada?

  • Napisane 20 września 2013 o 20:19

No i sprawy uczelniane pochłonęły mnie…

Ale na to pytanie powyżej odpowiadam bez zastanowienia! JA.

To, że mam dużo pracy nie oznacza, że przestałam dbać o dietę :-) Kolejny oporny kilogram za mną, to już 6 od końca maja. :-D

Niedługo przeprowadzka do Krakowa, mam już opracowaną nową dietę, do tego będzie więcej okazji na rower lub rolki. No i trzeba się wybrać na basen w końcu, taki jest plan.

Co tam u Was? Zaglądajcie tu :-)

  • Napisane w kategorii:

Poznajmy się bliżej :)

  • Napisane 25 sierpnia 2013 o 20:18

Kochani, prowadzę ten blog już jakiś czas, Wy wiecie troszkę o mnie, ja o Was niewiele.

A przecież nie musi tak być. Bardzo chętnie poznam każdego z Was bliżej, statystyki bowiem nic mi nie mówią. To jedynie informacja o ilości wyświetleń. Może opowiecie mi czy jesteście stałymi bywalcami, jak tutaj trafiliście, co podoba Wam się w blogu a co nie, jakie tematyki Was interesują, o czym jeszcze powinnam pisać?

Bardzo liczę na Wasze opowieści, wskazówki, rady i życzliwość w komentarzach pod tym oraz każdym innym postem.

A teraz nieco o mnie :-)

(tak, ta na obrazku to ja…)

Nigdy nie mówiłam co skłoniło mnie do założenia blogu. Właściwie to zaczęło się od mojej przeprowadzki do Krakowa. Studia = nowe środowisko, nowi znajomi, nowe mieszkanie, nowy styl. I tak jakoś wyszło, że zaczęły się wycieczki do pizzerii, na kebaby, zapiekanki, do McDonald’s, życie w biegu, nieregularne posiłki i mnóstwo słodyczy w przerwie między zajęciami. Nie ukrywam, że pączuciem mniej lub bardziej zawsze byłam. Przez około pół roku życia w Krakowie moja waga skoczyła o 5 kg. Postanowiłam coś z tym zrobić i w maju zaczęłam walkę. Przez jakiś czas była to dieta pełna dyscypliny i ograniczeń. Zero słodyczy, białego chleba, mięsa, za to mnóstwo warzyw, wody, ryb… Ale ile może taka restrykcyjna dieta trwać? Owszem, w 3 tygodnie schudłam 2 kg, to całkiem rozsądny spadek wagi. Ale potem znów zaczęło się okłamywanie samej siebie, że jedna czekoladka nic złego mi nie zrobi. Zwykle na jednej nie kończyło się. Dlatego zareagowałam szybko – zaczęłam czytać mnóstwo artykułów na temat diet i motywacji do nich, potem przejrzałam kilka blogów i ostatecznie, aby motywować siebie samą i innych, założyłam blog czas-by-schudnac.

Od tamtego czasu moja waga spadła jeszcze o kolejne 3 kg, ale spadek był mniej efektywny. Tym samym wróciłam do mojej wagi sprzed roku lecz postanowiłam pójść za ciosem i zgubić jeszcze kolejne 5. Mam nadzieję: do końca roku…

A Wy? Macie problem z wagą? Mieliście? Opowiedzcie mi o sobie :-D

Marne postępy

  • Napisane 22 sierpnia 2013 o 22:05

Dzień odpoczynku od przysiadów, przeznaczyłam na ćwiczenia na mięśnie brzucha. Nie poszło mi zbyt dobrze. Pogoda również niezbyt zachęcająca…

Słodycze kuszą a żołądek późnym wieczorem domaga się doładowania.

Ale chociaż z jednej rzeczy jestem zadowolona: wróciłam do pisania mojej książki, porzuconej ponad 2 lata temu z braku weny. Dziś usiadłam i zdecydowałam się napisać co nieco.

Zobaczymy jakiej weny jutro się doczekam a Wy trzymajcie kciuki i nie podjadajcie!

Dobranoc :-D

Wróciłam i żyję

  • Napisane 21 sierpnia 2013 o 21:35

Jednak mam też złą wiadomość. Przytyłam… Niewiele bo niewiele, ale zawsze. Lody podczas upałów wygrały z moją silną wolą. Obiadki też do niejadalnych nie należały, wręcz przeciwnie – wszystko było przepyszne! 1 kg więcej, ale to też dało mi do myślenia. Dziś robiłam pizzę. Ale nie zjadłam za wiele, pozostawiłam tę część mojej rodzince. Lubię czasem coś upichcić. Lubię też obejrzeć jakiś program kulinarny. A to niestety sprawia, że ślinianki pracują intensywniej. Muszę z tym walczyć.

Jak było na kolonii? Mnóstwo pracy, niańczenia, czytania bajek, noszenia na rączkach… Ale podobało mi się to bardzo. Zmęczenie i niewyspanie robi swoje, ale jaka radość z tego płynie… Do tego dużo miałam okazji do spacerów i wypraw w góry.

Po przyjeździe od razu kupiłam sobie rolki. Jestem w trakcie nauki, ale dobrze mi idzie ;-) Jeżdżę już samodzielnie, prawie wcale się nie przewracam. Wczoraj zaliczyłam też przejażdżkę rowerową, około 15 km, dość szybkim tempem. Zwłaszcza pod koniec, kiedy uciekałam przed deszczem do domu. Dziś seria przysiadów, ale dosyć ostra. Chcę popracować nad wyglądem moich ud.

Postów nie było, a jednak dalej wchodzicie na mój blog, komentujecie… Wspieracie mnie… To strasznie budujące. Dziękuję Wam za wsparcie i zapraszam do częstego odwiedzania mnie tutaj i sprawdzania jak mi idzie.

Ahoj!

Obóz przetrwania

  • Napisane 1 sierpnia 2013 o 21:53

Już jutro wyjeżdżam na 2,5-tygodniowy obóz do Wisły. Będę opiekować się małymi dzieciaczkami jako ich wychowawca, a raczej niańka. Cieszę się na samą myśl o tym, w końcu to też pewna forma wakacji.  ;-)

Mam nadzieję, że będzie to miało także zbawienny wpływ na moją sylwetkę. Liczę na kiepskie jedzenie 3 razy w ciągu dnia (byleby nie zabrakło warzyw), gorzką herbatę i brak sklepu w pobliżu. Automaty z przekąskami też nie są wskazane. A i ruch z dziećmi także się opłaci. A takie maluszki (2-8 lat) potrafią nieźle zmęczyć… :-D

W ciągu tych 18 dni powinnam zrzucić choć 2 kg wagi. Jeśli tak się nie stanie, chyba znów moja motywacja uda się na wakacje.

Dziś skusiłam się na odrobinę słodkości, ale przecież czasem można, prawda? Oby tylko moje „czasem” nie zdarzało się codziennie… Pierwsze 2 dni przysiadowego wyzwania odbiło się na moim samopoczuciu. Całe szczęście dziś dzień odpoczywania według planu, bo uda bolą mnie przy każdym ruchu. Moje mięśnie potrzebują odpoczynku, mam tylko nadzieję, że do jutra już mi przejdzie. Bo w końcu pora znów potrenować. :-)

Nie wiem co teraz stanie się z moim blogiem. Brak internetu i możliwości skorzystania z niego, przesądzają jednoznacznie – artykuły nie będą się pojawiać.

Noo, chyba że jakimś cudem dorwę gdzieś wi-fi, dlatego zaglądajcie tu często. Pozdrawiam wszystkich i uciekam się spakować. Do usłyszenia :-)

Nowe siły do walki

  • Napisane 31 lipca 2013 o 16:31

Postępów w spalaniu kilogramów nie widać od jakiegoś czasu, ale za to mam mnóstwo samozaparcia.

Dzisiaj już nie zapomniałam o piciu wody. Do tego wszystkie moje posiłki pełne są ogórków i pomidorów. Najłatwiej było mi te właśnie warzywa znaleźć w lodówce.

Mój wczorajszy wpis dotyczący motywacji, dodał mi nowych sił do walki. Dostałam mocnego kopa energii. Dziś po raz pierwszy od bardzo dawna rozpoczęłam swój dzień od porannej rozgrzewki. Przed śniadaniem pamiętałam też o wypiciu szklanki zimnej wody. W zimnej wodzie wzięłam także prysznic. Wczoraj czytałam, że to dobry sposób na walkę z tkanką tłuszczową, zwłaszcza na udach. Cellulit nie lubi zimnych kąpieli.

Po tych zabiegach zjadłam w końcu upragnioną sałatkę, na którą ochotę miałam już wczoraj wieczorem. Miałam podwójne szczęście: raz, że zasnęłam szybko zapominając o głodzie, dwa – że rano nie było jej już dużo, zatem śniadanie zjadłam w rozsądnych ilościach. Minęły 4 godziny zalewane wodą, nim znów poczułam lekki głód. Znów trochę warzyw, kromeczka chleba i tak aż do teraz.

Podjęłam wyzwanie robienia przysiadów. Chcę poprawić wygląd moich nóg. Idzie dobrze: nogi jak z waty, dziwne uczucie podczas schodzenia po schodach, ale podoba mi się to. To oznacza, że coś się w moim ciele dzieje. Lato już w pełni, ale czuję, że dopiero teraz nadeszła wiosna dla mojego organizmu. Oby tylko zima nie powróciła tego roku.

Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za Wasze wyświetlenia mojego bloga. To strasznie budujące :-)

Wzmocnij swoją motywację!

  • Napisane 30 lipca 2013 o 22:26

Podejmij wyzwanie!

Z motywacją jak jest, każdy wie: raz jest, raz nie. Kiedy się pojawia, mamy mnóstwo planów i mocnego powera do działania. Wtedy czujemy, że moglibyśmy podbić świat. Jednak z czasem powoli upadamy. Pojawia się bezsilność, zmęczenie, lenistwo. U jednych proces ten trwa długo, u niektórych krócej. Ale prędzej czy później każdy upada, poddaje się, traci motywację.

Kluczem do sukcesu jest podnoszenie się z tego stanu. I przyznanie do błędu… A upadek zdarza się nawet najlepszym. Początek mojego bloga stanowiły najmniej 2 wpisy dziennie. Teraz jest to raczej jeden wpis na 2 tygodnie. Przyznaję się do tego otwarcie, straciłam motywację.

Jednak dzisiaj znów ją odbudowałam, choć w małym stopniu. Przyglądałam się sobie w lustrze. Przypomniałam sobie momenty radości z każdego zgubionego kilograma. Pamiętam, jaką dawało mi to siłę. W pewnym momencie wypaliło się. Ale ja chcę do tego powrócić, chcę znowu walczyć.

Postanowiłam po raz kolejny już, podjąć wyzwanie codziennych ćwiczeń. Zaczynam skromnie od przysiadów, małymi kroczkami do zgrabnych nóg. Łatwo nie będzie, ale najważniejsze to walczyć.

Przed chwilą robiłam sałatkę dla rodziny. Jest grubo po godzinie 22, a ja zaczynam być głodna. Wmawiam sobie, że przecież sałatka z warzyw nic złego mi nie zrobi. Niby nie. Niby można sobie czasem pozwolić. Ale dziś sobie nie pozwolę. Tu chodzi o ideę. Obiecałam sobie, że wszystkie moje posiłki będą do godziny 20. I tego się trzymam. Najczęściej jest to nawet godz 18 i wcale nie kładę się spać z wygłodzonym żołądkiem. Dziś też tak będzie, to nie jest głód, to jedynie moja wyobraźnia sprawia, że czuję pustkę w żołądku. Ale jestem silna, podniosłam się z upadku. Was także zachęcam.

Mój blog powoli zaczyna się zmieniać w psychologiczne wywody. Ale jeśli komuś miałoby to pomóc, warto poświęcić kilka chwil i napisać. Tymczasem życzę Wam spokojnej nocy, bez chęci sięgnięcia do lodówki po talerz golonki. :-D

Małymi kroczkami do sukcesu

  • Napisane 24 lipca 2013 o 19:30

Uwielbiam wakacje! Słońce, wysokie temperatury, czas wolny…

Jest tak gorąco, że mogłabym przez cały dzień pić tylko wodę i niczego nie jeść. Jestem jednak rozsądna – zjadłam dziś porządne śniadanie, pełne warzyw. Na obiad niewielka porcja ziemniaków z mizerią oraz maleńki kotlecik drobiowy. Kolacja? Jakoś się nie złożyło :-) A teraz już na nią za późno. Całe szczęście, że głód mnie jeszcze nie dopadł.

Moja dzisiejsza aktywność? Biegam po domu i sprzątam co się da! :-D

Jak u Was? Czekam na Wasz odzew w komentarzach.

Czas na wyniki konkursu :)

  • Napisane 18 lipca 2013 o 12:46

Kochani,

długo zastanawiałam się na tym, jak ocenić każdy Wasz wpis.

I oto podjęłam decyzję:

(werble)

wyróżnienie otrzymuje Emily za opowieść o jej walce z kilogramami

i… pierwsze miejsce zajmuje Iza za przepis na sałatkę piękności.

Dziękuję wszystkim pozostałym także, a zwyciężczynie proszę o kontakt ze mną w celu odebrania nagrody.

Pozdrawiam także wszystkich hejterów – ubawiły mnie Wasze komentarze. :-D

Pozdrawiam i uprzedzam, że przez najbliższe 6 dni nie będę miała dostępu do internetu, zatem po nowe witaminy wiedzy blogowej zgłaszajcie się w przyszłym tygodniu!

Nie poddajemy się!

  • Napisane 17 lipca 2013 o 15:28

Wakacje w pełni – wybierzmy się więc na jakiś spacer, albo wycieczkę w góry.

Pamiętacie o dobrym nawodnieniu? Zamiast słodyczy, jemy teraz jabłka.

To tylko trzy małe zmiany w naszym życiu, a już samo to może spowodować zgubienie kilku kilogramów. :-)

Zatem do dzieła!

Zimna woda zdrowia doda

  • Napisane 10 lipca 2013 o 18:20

Niewątpliwie bardzo ważną rolę w diecie odgrywają płyny. Co pić, w jakich odstępach czasu, w jakich ilościach?

Najważniejsza jest woda. To ona oczyszcza nasze ciało z toksyn, nawadnia je i reguluje jego gospodarkę trawienną. Bardzo ważne jest, aby pić wodę mineralną, o zawartości co najmniej 5 mg Na/1l. Ile? Na każde 10 kg naszego ciała powinniśmy wypijać 0,4 l wody w ciągu doby. Przy wadze 60 kg odpowiednia ilość to 2,4 l. Powinniśmy trzymać się tej reguły zwłaszcza w upalne dni.

Również ważną kwestią jest, aby nie wypijać zbyt dużych ilości wody na raz. To mogłoby obciążyć nasz żołądek. Optymalnie jest pić szklankę wody co 1,5 godziny. Nie powinniśmy także pić jej podczas posiłku. Zachowajmy pół godziny odstępu po lub przed jedzeniem. Woda i inne płyny rozcieńczają nasze soki trawienne, przez co żołądek gorzej radzi sobie z trawieniem, a to z kolei prowadzi do magazynowania przez organizm przede wszystkim cukrów i co za tym idzie – przyrost tkanki tłuszczowej.

Do wody polecam także dodać kilka, kilkanaście kropli soku z cytryny. Doda on jej smaku oraz dostarczy organizmowi witaminy C, która pomaga w redukcji tkanki tłuszczowej.

Co do innych płynów – rekomendowałam już wcześniej czerwoną herbatę. Pomaga ona zgubić zbędne kilogramy. Jest skuteczniejsza od zielonej herbaty. Ta z kolei poprawia jedynie masz metabolizm.

Nieocenione działanie w odchudzaniu ma również kawa. Ważne, aby była gorzka i bez mleka. Jednak kawa wypłukuje z naszego organizmu magnez i zmniejsza jego przyswajanie, zatem uważajcie! Nie polecam także czarnej herbaty. Zastąpcie ją raczej naparem z rumianku albo mięty.

Pijcie dużo wody i usłyszenia! :-)

Wakacje – czas wielkich zmian!

  • Napisane 9 lipca 2013 o 11:19

Witajcie,

wakacje rozpoczęte, zatem wykorzystajmy dobrze ten czas. Lato to najlepszy moment na gubienie kilogramów, a energia i motywacja powinny nam dopisywać. :-D

Kilka zasad, których powinniśmy przestrzegać przez ten czas:

1. Spacery na świeżym powietrzu obowiązkowo codziennie. Słoneczna pogoda zachęca do ruchu. A może by tak wybrać się ze znajomymi na siatkówkę lub rower?

2. Pijemy płyny! Nasze ciało jest jak balon – wypełnione jest tłuszczem i wodą. Im bardziej jesteśmy nawodnieni, tym więcej tłuszczu tracimy. Nawadniajmy dobrze swoje ciało, zwłaszcza w te upały. W kolejnym artykule opiszę co pić i w jakich ilościach :-)

3. Wysoka temperatura sprawia, że nie mamy ochoty na gorące posiłki. Warto zatem na obiad zamiast tłustego mięsa zjeść gotowaną rybę i sałatkę z pomidorów i ogórków. A na deser truskawki, jabłka i pyszne wiśnie. Polecam też jagody – pomogą pozbyć się cellulitu.

4. Pamiętajmy o śniadaniach. Im bardziej wartościowe śniadanie zjemy, tym większe prawdopodobieństwo, że przed obiadem powstrzymamy się od podjadania. :-) Zachęcam też do wcześniejszego wstawania. Spędzanie wakacji w łóżku nie sprzyja realizacji naszych planów!

5. I oczywiście zaglądamy na www.czas-by-schudnac.blog,pl aby codziennie doładować swoją baterię motywacji i wiedzy :-)

Kolejny artykuł już wkrótce! Miłego dnia! :-)

  • Napisane w kategorii:

Sesja – morderca czasu

  • Napisane 18 czerwca 2013 o 22:08

Wiem, dawno nie pisałam… Ale teraz egzaminy to dla mnie priorytet.

Już niedługo nadrobię zaległości. Tymczasem pracujemy nad swoim ciałem :-) Ja dzisiaj spacerowałam i skakałam na skakance. Zimny prysznic po takim wysiłku to najwspanialsze co może być!

Trzymajcie się i zaglądajcie tutaj – będzie się działo! :-D

  • Napisane w kategorii:

Mierniki wagi

  • Napisane 10 czerwca 2013 o 22:25

Kochani, zapewne zastanawiacie się co w przypadku diety połączonej z ćwiczeniami. Niby spalamy tkankę tłuszczową, ale przyrasta nam też masy mięśniowej, przez co waga naszego ciała wcale nie spada a może nawet rośnie.

Zatem jak obiektywnie określić efekty naszych wysiłków?

Otóż sposób jest bardzo prosty. Ja stosuję go od miesiąca i rzeczywiście jest wiarygodny.

Zacznijcie od spisywania tego, co jecie każdego dnia. Takie systematycznie prowadzone statystyki to już połowa drogi w obliczeniach. Oczywiście nie jest to istotne, czy na śniadanie zjedliście płatki owsiane firmy X czy musli z owocami firmy Y. Najważniejsze są kalorie, które dostarczyliście swojemu organizmowi. Przykład: moje statystyki z dzisiejszego dnia:
śniadanie (bułka z serkiem, pomidor, jajko) – 240 kcal (wartość przybliżona, zapisy nie muszą być dokładne co do 1 kcal)
drugie śniadanie (sałatka owocowa z jogurtem) – 210 kcal
obiad (pierogi z jagodami) – 480 kcal
podwieczorek (kanapki z wędliną) – 270 kcal
kolacja (sałatka warzywna) – 130 kcal

Warto sobie również spisać ilość płynów wypitych w ciągu dnia.

Teraz dodajemy wszystkie kalorie i w moim przypadku otrzymujemy wynik 1330 kcal.

Jak to się ma do naszej wagi?

Nasz organizm do podstawowych funkcji życiowych także potrzebuje energii. Ile kilokalorii na to zużywa?
Obliczyć to możemy ze wzoru:
665,09 + 9,56 x waga (kg) + 1,85 x wzrost (cm) – 4,67 x wiek
Wszyscy ci, którzy w ciągu dnia robią coś więcej poza leżeniem na kanapie, otrzymany wynik muszą przemnożyć przez współczynnik aktywności:
- 1,4 dla mało aktywnych
- 1,7 przy średniej aktywności
- 2,0 przy dużej ilości ruchu.

Przykładowo: mój organizm potrzebuje  1514 kcal (665,09 + 9,56 x 67 kg + 1,85 x 163 cm – 4,67 x 20 lat) do samego funkcjonowania.
Jako że kiepski ze mnie sportowiec, a sesja już rozpoczęta, moja aktywność fizyczna obecnie jest niska. Zatem mnożę 1514 kcal przez współczynnik 1,4 co daje mi wynik 2120 kcal.

Wniosek: skoro dostarczyłam dziś swojemu organizmowi 1330 kcal a on potrzebował ich 2120, dostarczyłam mu o 790 za mało.

Musicie jeszcze wiedzieć, że każde 7 000 kcal zaoszczędzonych to 1 kg wagi mniej. :-)
Przy moim przykładowym jadłospisie po około 9 dniach (7 000 / 790) powinnam schudnąć 1 kg.  Stosuję te przeliczniki i porównuję wyniki z obserwacjami z ważenia się – i muszę przyznać, że wszystko się zgadza! :-D

Pozdrawiam Was serdecznie, przypominam o konkursie i… do usłyszenia!

Gubimy kilogramy

  • Napisane 9 czerwca 2013 o 15:20

Oto kilka moich ulubionych sposobów na ruch:

  • taniec – yes, yes, absolutely yes! – nie ma to jak wybrać się do klubu wieczorem i bawić do rana tańcząc
  • rower – rekreacyjna przejażdżka do jakiegoś urokliwego miejsca nigdy nie jest zła
  • spacer – obowiązkowo codziennie, to bardzo odstresowuje, pomaga zapomnieć o problemach
  • bieganie – niby męczy, ale człowiek zmęczony to człowiek szczęśliwy – zawsze jestem z siebie dumna po jakimś większym dystansie
  • siatkówka – zabawa i sport w jednym, chyba nie ma piękniejszej gry zespołowej
  • pływanie – jeszcze całkiem nie umiem, ale nawet próbując się nauczyć, nieźle się namęczyłam
  • i oczywiście ćwiczenia na mięśnie, ostatnio a6w i trening abs na różne partie ciała
  • a teraz jeszcze czekam na przesyłkę mojej skakanki i będę sobie skakać na świeżym powietrzu
  • opcjonalnie jest jeszcze siłownia, gdzie czasem się wybieram
  • w planach mam też zakup rolek i naukę jazdy na nich.

A wy, jakie sporty uprawiacie? Co robicie aby nie tylko trochę się poruszać, ale też świetnie się przy tym bawić? :-D

  • Napisane w kategorii:

Przypominajka :)

  • Napisane 8 czerwca 2013 o 14:40

Kochani, przypominam o konkursie :-) Dla niewtajemniczonych: kilka postów niżej.

Macie czas do końca czerwca, a więc do dzieła!

Komentujemy!

A teraz trochę o moich postępach:

śniadanie skromne ale pełne witamin, owoce, pełnoziarnista bułka. Do tego od rana dużo płynów. Na obiad mała porcyjka potrawki mięsnej, dobrze doprawionej ziołami i sosem chili, aby wzmocnić swój metabolizm.

Na kolację planuję zrobić budyń bez cukru z chudego mleka, oczywiście przed godziną 18. Potem już tylko herbatka grejpfrutowa.

Jeszcze tylko kilka dni i kolejny kilogram mniej.

Do tego kupiłam skakankę z licznikiem kalorii, czasu i oczywiście obrotów. Przesyłka przyjdzie lada dzień i wybieram się na trening na świeżym powietrzu. Do tego czasu trochę siatkówki i ćwiczeń w domu, gdy pogoda nie rozpieszcza.

Co u Was? Jak idzie gubienie kilogramów? Pochwalcie się swoimi sukcesami :-D

  • Napisane w kategorii: